Joe Biden 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych

Autor Anna Wolska | EURACTIV.pl   Jan 20, 2021

Joe Biden 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych

Autor Anna Wolska | EURACTIV.pl   Jan 20, 2021

  1. prezydent USA Joe Biden, źródło: Flickr, fot. Gage Skidmore (CC BY-SA 2.0)

Na schodach Kapitolu Joe Biden złożył uroczystą przysięgę. Już oficjalnie jest 46. prezydentem USA. Kadencję rozpoczyna w trudnym momencie, w czasie pandemii koronawirusa i wywołanego przez nią kryzysu gospodarczego oraz przy mocno spolaryzowanym politycznie społeczeństwie.

Z powodu pandemii wszystko odbyło się bez tradycyjnych tłumów, za to – z powodu wydarzeń z 6 stycznia, gdy agresywni zwolennicy Donalda Trumpa wtargnęli do Kapitolu i zginęło w wyniku zamieszek 5 osób – pod silną obstawą policji i Gwardii Narodowej.

Jeszcze przed Joe Bidenem przysięgę złożyła pierwsza w historii kobieta na stanowisku wiceprezydenta USA Kamala Harris. W swoim wystąpieniu po zaprzysiężeniu Biden mówił przede wszystkim o jedności.

„Właśnie złożyłem świętą przysięgę, którą składał każdy z tych patriotów. Ale historia Ameryki zależy nie tylko od nas, ale od wszystkich z nas. Mamy wiele do zrobienia, wiele do naprawienia, wiele do uleczenia, wiele do zbudowania i wiele do zyskania” – powiedział.

Nowy amerykański prezydent stwierdził, że „jego największym wyzwaniem jest zjednoczenie kraju. „W jedności możemy zrobić wielkie, ważne rzeczy. Możemy dać ludziom pracę, możemy wysłać dzieci do bezpiecznych szkół, możemy zapewnić sprawiedliwość rasowa. Ameryka może być siła na rzecz dobra na świecie” – zapowiedział.

Dodał też, że według niego „możemy widzieć się nie jako przeciwników, ale jako sąsiadów. Możemy przestać krzyczeć i ochłodzić głowy.” „Bez jedności nie ma narodu, tylko chaos. Jedność to nasza droga wprzód. Jeśli to zrobimy, to gwarantuję wam, że nie poniesiemy porażki. Zacznijmy teraz od nowa. Zacznijmy słuchać się nawzajem, widzieć nawzajem. Każdy spór nie musi być powodem do wojny” – podkreślił.

Trump nieobecny na inauguracji Bidena

Ustępujący prezydent nie pojawił się na uroczystości, co jest pierwszym od 150 lat przypadkiem bojkotu następcy. Co prawda dochodziło, nawet w warunkach powojennych, do sytuacji, gdy poprzednika na zaprzysiężeniu nowego prezydenta nie było, ale niemal zawsze wynikało to z tego, że do zmiany w Białym Domu dochodziło w wyniku śmierci wcześniej urzędującej głowy państwa, jak choćby w przypadku inauguracji Lyndona Johnsona po zamachu na Johna F. Kennedy’ego w 1963 r.

Na zaprzysiężeniu Geralda Forda w 1974 r. zabrało Richarda Nixona, który skompromitowany aferą Watergate unikał publicznych występów, ale Nixon swojego dawnego wiceprezydenta nie bojkotował. Powitał go oficjalnie w Białym Domu, a także odprowadził do helikoptera, który zabrał Forda na uroczystość przed Kapitolem.

Tymczasem Trump rano amerykańskiego czasu na Bidena nie czekał, ale prezydenckim samolotem Air Force One odleciał do swojej prywatnej posiadłości na Florydzie. Media w USA spekulowały, że chciał opuścić Waszyngton jako jeszcze urzędująca głowa państwa. Po zaprzysiężeniu Bidena, jako były już prezydent, musiałby swojego następcę oficjalnie poprosić o użyczenie rządowej maszyny.

Trumpa natomiast niemal nikt uroczyście nie żegnał. Wiceprezydent Mike Pence postanowił wziąć udział w ceremonii przed Kapitolem. Podobnie większość najbardziej wpływowych polityków Partii Republikańskiej.

Nowy prezydent jest postrzegany jako polityk, który przywróci ład zburzony przez Donalda Trumpa. Czy słusznie?

Ameryka spolaryzowana politycznie

Joe Biden, choć szefostwo Partii Republikańskiej uznało jego wybór na prezydenta, a lider republikańskiej większości w Senacie Mitch McConnell ostro wczoraj (19 stycznia) Trumpa skrytykował za zachęcanie swoich najtwardszych zwolenników do protestowania, co skończyło się tragicznym w skutkach szturmem na Kapitol, zaczyna swoje urzędowanie w mocno podzielonym politycznie kraju.

I właśnie jego scalenie będzie jednym z najważniejszych priorytetów na początek tej kadencji. Jak pokazał sondaż telewizji CNN, aż 58 proc. wyborców republikańskich wierzy w spiskową teorię o sfałszowanych wyborach. 19 proc. popiera też szturm agresywnego tłumu na Kapitol. Dlatego narodowe pojednanie było jednym z głównych wątków jego inauguracyjnej przemowy.

Ale tego pojednania nie uda się Bidenowi dokonać bez wyraźnych sukcesów w rozwiązywaniu najbardziej palących obecnie problemów w USA. A największym z nich jest pandemia COVID-19, która w Stany Zjednoczone uderzyła najmocniej na świecie. Od jej początku potwierdzono już w USA 24,8 mln zakażeń koronawirusem oraz 411,5 tys. zgonów z tego powodu.

O ile jednak nowych infekcji jest już mniej niż jeszcze kilka dni temu, gdy dzienna ich liczba potrafiła przekroczyć nawet 300 tys. (obecnie to ok. 175 tys.), to dzienna liczba zgonów bije rekordy. Zdarzało się, że sięgała niemal 4,5 tys. dziennie, a regularnie przekracza 3 tys.

Według CNN Trump miał długo rozważać ułaskawienie swojego byłego doradcy i zdecydował się na to w ostatniej chwili. Dlaczego?

Będzie ostrzejsza walka z koronawirusem

Dlatego prawdopodobnie już w pierwszych dniach swojego urzędowania Biden zaostrzy część przeciwepidemicznych restrykcji, choć bardzo wiele z nich leży w gestii gubernatorów poszczególnych stanów. Nowy prezydent chce jednak m.in. nakazać zakrywanie ust i nosa we wszystkich budynkach federalnych.

Co więcej, zablokowana zostanie niedawna decyzja Trumpa o zezwoleniu na wjazd do USA dla mieszkańców unijnej Strefy Schengen, Wielkiej Brytanii oraz Brazylii. Nie mogą oni – bez szczególnie istotnych powodów – przybywać do USA od wiosny ubiegłego roku.

Ponieważ jednak w Brazylii i Europie rozprzestrzeniają się nowe mutacje koronawirusa, rzeczniczka Bidena Jen Psaki poinformowała, że 26 stycznia zakaz wjazdu do USA zostanie dla Europejczyków i Brazylijczyków utrzymany, a także, że lista krajów, których obywatele nie będą mogli przyjechać zostanie wydłużona.

Ponadto Biden chce przyspieszenia akcji podawania szczepionek na koronawirusa oraz udostępnienia ich wszystkim Amerykanom. Natomiast w walce z kryzysem gospodarczych chce postawić m.in. na wsparcie obywateli zagrożonych z powodu kłopotów finansowych eksmisją.

Wprowadzone miałyby więc zostać przepisy utrudniające przejmowanie domów zadłużonych Amerykanów, a także ułatwiony dostęp do rządowego wsparcia w uzyskaniu taniego mieszkania.

Ustępujący prezydent USA Donald Trump zapowiedział zniesienie w najbliższych dniach zakazu wjazdu do USA osób z terenu niemal całej UE, Wielkiej Brytanii i Brazylii. Wprowadzono go z powodu pandemii COVID-19. Ale otoczenie prezydenta-elekta zapowiada utrzymanie tego obostrzenia.

Według zapowiedzi Donalda Trumpa, …

Walka z pandemią częścią polityki zagranicznej

Kandydat na prezydenckiego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan dał już do zrozumienia, że pandemia COVID-19 zostanie uznana za „zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa”, co sprawi, że nie będzie traktowana tylko jako kwestia wewnętrzna, ale także zewnętrzna.

Możliwe są więc działania przeciwpandemiczne na arenie międzynarodowej, np. proponowanie przez Waszyngton nowych globalnych inicjatyw. Biden jeszcze w kampanii wyborczej obiecał też, że wstrzymany rozpoczęty przez Trumpa proces wycofywania USA ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz przywróci jej amerykańskie finansowanie.

Wielu komentatorów w USA spodziewa się też, że wśród pierwszych rozporządzeń wykonawczych podpisanych przez nowego prezydenta będzie też nakaz powrotu Stanów Zjednoczonych do paryskiego Porozumienia Klimatycznego dotyczącego redukcji emisji do atmosfery CO2, aby powstrzymać zmiany klimatyczne.

W polityce zagranicznej również priorytety nowej administracji można określić hasłem „odkręcanie decyzji Trumpa”. Ma to dotyczyć zapowiadanego już w zeszłym roku poluzowania polityki migracyjnej i przyznawania większej liczby zezwoleń na pobyt z powodów humanitarnych, a także amerykańskiej polityki bliskowschodniej.

Która gwiazda muzyki tym razem odśpiewa amerykański hymn?

Nowe otwarcie z Iranem, dalej twardo wobec Rosji czy Chin

Komentatorzy spodziewają się więc powrotu do rozmów z Iranem na temat umowy nuklearnej, którą Trump wypowiedział krótko po objęciu urzędu, a także rewizji relacji z Izraelem czy Arabią Saudyjską. Te dwa kraje zapewne pozostaną jednymi z najważniejszych sojuszników Waszyngtonu w regionie, ale administracja Trumpa stawiała na nie tak mocno, że odbywało się to często kosztem relacji z innych ważnymi dla USA partnerami. Ale ambasada USA z Jerozolimy do Tel Awiwu raczej już nie wróci.

Także relacje Waszyngtonu z Europą zapewne ulegną poprawie, choć jest mało prawdopodobne, aby administracja Bidena zrezygnowała z wycofywania części amerykańskich wojsk z Niemiec. Nie będzie też już zapewne kolejnego „resetu” w relacjach z Rosją, ponieważ taka polityka z czasów administracji Baracka Obamy (w której Biden był wiceprezydentem) nie przyniosła sukcesów.

Także w przypadku Chin spodziewane jest utrzymanie twardego kursu. Kandydat na nowego Sekretarza Stanu Antony Blinken stwierdził nawet podczas swojego przesłuchania w Senacie, że „Chiny stanowią największe wyzwanie dla USA spośród wszystkich krajów świata.”

Przekonywał też, że Waszyngton musi podchodzić do Pekinu „z pozycji siły”, a na pytanie o to czy uważa, że Chiny „wprowadziły świat w błąd w kwestii koronawirusa” odpowiedział twierdząco.

Skrytykował też Pekin za to jak traktowani są Ujgurzy, zamieszkująca zachodnią część Chin muzułmańska mniejszość. „Wpychanie mężczyzn, kobiet i dzieci do obozów koncentracyjnych i próba reedukacji ich, by zostali zwolennikami Komunistycznej Partii Chin – wszystko to przemawia za próbą popełnienia ludobójstwa” – powiedział w Senacie Blinken.

Joe Biden 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych